Powr鏒 do

-> strona g堯wna

Koncert Neku toho tygra w Katowicach, czyli odwiedziny Opawskiego Uniwersytetu

dodany: 14.04.2006 | autor: ㄆkasz Wr鏏el


Z pami皻nika Wirtualnego Slawisty

4. kwietnia, Katowice, Kinoteatr Rialto, przed godz. 18: dopada nas, czyli Wirtualnych Slawist闚 (wed逝g teorii katowickiego Samorz鉅u, grupa Slawist闚 istniej鉍ych tylko w rzeczywistoci wirtualnej, ograniczaj鉍a sw wyimaginowan egzsystencj jedynie do korespondencji mailowej), niejaki K., domniemany cz這nek katowickiego Samorz鉅u. Ciekawe, jak nas wypatrzy - mo瞠 sam istnieje w wirtualnej rzeczywistoci (?). Najprawdopodobniej emitowalimy spor dawk promieniowania albo wirus闚, bo ju po chwili zmy si a mo瞠 po prostu znikn像 z naszych oczu i nikt go ju wi璚ej tego wieczoru nie widzia. Zaznaczy tu wszak musz, 瞠 闚 K., odpowiada tego dnia za prowadzenie festiwalowej czci w Rialcie oraz za opiek nad przyjezdnymi go熤i z Opawy, kt鏎zy o jego ucieczce dowiedzieli si jako ostatni. Tym sposobem opieka w ca這ci przypad豉 nam. Do tej pory zachodz w g這w, jak mo積a powierzy zadanie komu, kto tak naprawd nie istnieje, wci嘀 maj鉍 na myli nas - Wirtualnych Slawist闚.

Godz. 18.00: na scenie powinien by si ju pojawi zesp馧 (gwoli przypomnienia: Neku toho tygra, czyli gwiazda tamtejszego wieczoru), ale ci鉚le jeszcze trwaj przygotowania: pr鏏y dwi瘯u, instrument闚 itp. Na widowni wci嘀 niewielu widz闚.

Godz. 18.10: stan na widowni ulega kategorycznej zmianie bohemici i tym razem nie zawiedli, pojawili si w zmasowanym sk豉dzie (II rok przeszed samych siebie). Pope軟i豚ym grzech, gdybym nie wspomnia o tym, 瞠 swoj obecnoci zaszczyci造 tak瞠 osoby spoza Instytutu, wr鏚 nich mi璠zy innymi osoba, kt鏎a planuje zasili nasze szeregi w przysz造m roku akademickim.

Godz. 18.15: z instrument闚 cz這nk闚 Neku toho tygra rozbrzmiewaj pierwsze, konkretniejsze dwi瘯i. Wokalistka uprzedza jednak, 瞠 utw鏎, kt鏎y w豉nie zagraj, pos逝篡 jako finalna cz pr鏏y, aby za chwil m鏬 si rozpocz寞 koncert.

Godz. 18.20: nie mamy ju 瘸dnych w靖pliwoci wyst瘼 czeskiej kapeli w ko鎍u si zacz像, zanim to jednak nast雷i這, perkusista grupy - Ji齶 il ilko (odpowiedzialny za ich koncert w Katowicach) przem闚i uwaga w j瞛yku polskim, witaj鉍 wszystkich zgromadzonych na sali i zapraszaj鉍 tym samym na wys逝chanie tego, co przygotowali nam tego wieczoru. Podczas koncertu: uwag wszystkich przykuwa niecodzienne zachowanie wokalistky zespo逝 Romany (jak si dowiedzielimy stewardessy Czeskich Linii Lotniczych), kt鏎a daje popis choreograficzny. Ciekawe, czy wszystkie stewardessy reaguj tak samo, kiedy przychodzi im st雷a po Ziemi.

Oko這 godz. 19.40: koncert dobiega ko鎍a. Jedni mniej, drudzy bardziej zachwyceni wyst瘼em, w ka盥ym razie wszyscy si powoli szykujemy do tzw. czci pozakoncertowej, na kt鏎 zaplanowalimy zaprosi ca章 czesk ekip. Przed godz. 20: wr鏚 bohemist闚 trwaj burzliwe dyskusje, maj鉍e na celu ustali, dok鉅 (w sensie: do jakiej knajpy) zabierzemy Opawiak闚. Decyzja zapada: kierujemy si w stron jednego z najbardziej znanych katowickich klub闚 Hipnozy.

Mi璠zy godz. 20 a 21: docieramy do wspomnianego ju klubu, w kt鏎ym pojawia si problem z miejscami. W mi璠zyczasie Opawa wraz nasz kole瘸nk Basi (zwan przez Czech闚 Bar頩), a jednoczenie ich przewodniczk, pojechali zakwaterowa si do akademik闚 na Ligocie, gdzie mieli ju od kilku dni za豉twion rezerwacj.

Oko這 godz. 21: telefon od Basi z informacj, 瞠 w akademikach nic nie wiedz o 瘸dnych rezerwacjach. Napi璚ie ronie istnieje bowiem ewentualno, 瞠 w takim uk豉dzie Opaviacy wracaj z powrotem do domu. Na szczcie sprawa si w miar szybko wyjania. Wina le瘸豉 po stronie pracownik闚 akademik闚, o dziwo nie Samorz鉅u. Nie zmienia to jednak faktu, 瞠 je瞠li kto si czego podejmuje, a ju w szczeg鏊noci opieki nad kim, powinien konsekwentnie pilnowa swoich obowi頊k闚. Katowicki Samorz鉅 najwidoczniej nie wie, co to znaczy: ZOBOWI刊ANIE i to poj璚ie jest mu z pewnoci zupe軟ie obce. C騜, mo積a i tak.

Tu po godz. 22: do Hipnozy wreszcie docieraj zm璚zeni koncertem, jak i przygod w akademiku, Opawiacy. A 瞠by nie zabrak這 wra瞠 tego wieczoru, obs逝ga tego pseudo-renomowanego klubu usilnie stara si nam ich jeszcze dodatkowo dostarczy. Zamiast cieszy si nadejciem prawie dwudziestoosobowej grupy, robi wszystko, aby nam udowodni, 瞠 wcale nie jestemy mile widziani w ich progach. Postanawiamy wi璚 przej do, znajduj鉍ego si o kilka poziom闚 ni瞠j, klubu Elektro. Co prawda nie przywitano nas tam chlebem i sol, ale przynajmniej nie stwarzano niepotrzebnych problem闚, baa, nawet pozwolono nam po章czy sto造, co w Hipnozie by這 nie do pomylenia, a niezwykle konieczne, aby nie szuka si po ca貫j knajpie.

W trakcie knajpianego posiedzenia: tocz si rozmowy na wiele interesuj鉍ych temat闚, pocz預szy od sytuacji politycznej w naszych krajach, przez przysz章 wsp馧prac KNS-u wraz z Uniwersytetem Opawskim, po bardziej lune, niewymagaj鉍e zbyt du瞠go wysi趾u intelektualnego. M闚i鉍 kr鏒ko: stosunki czesko-polskie maj si ca趾iem dobrze. Nie b璠 oszukiwa, 瞠 polskie piwo te w jakim stopniu si do tego faktu przyczynia. Czesi prawdopodobnie nie zdaj sobie sprawy, i nasze piwa zawieraj znacznie wi璚ej alkoholu ni ich narodowe, tote bardzo szybko wprawili si w dobre humory. Zaryzykuj nawet stwierdzeniem, 瞠 niekt鏎zy w nadzwyczaj dobre.

Oko這 godz. 23.30: przygodom nie ma ko鎍a! Samoch鏚 Basi (Bar鋱), kt鏎a pe軟i豉 rol kierowcy, nie chce si otworzy i tym samym nie ma mo磧iwoci dostarczenia Opawiak闚 do akademik闚. Sytuacja ponownie staje si nerwowa. I tym razem szczcie nas nie opuszcza. Prezes KNS-u (znany wszystkim jako Wieczek, b鉅 Wieczus()), kt鏎y r闚nie znalaz si wr鏚 nas tego wieczoru, zaoferowa swoj pomoc, jako 瞠 na spotkanie przywl鏦 si swoim samochodem. A strach pomyle, co by si dzia這, gdyby si nie pojawi. Ale... przesz這 zostawmy historykom, niech oni si martwi problemami natury: co by by這, gdyby...?.

Tu po p馧nocy: opustosza章 knajp zalewa gromki piew: V璯e鋘o b璱, si od m mil, / budu a p癃, co budu 癃, v璯e鋘o b璱 (...). Przyznam, 瞠 kiedy nasza lektorka z czeskiego wspomina豉 o tym magicznym utworze, kt鏎y piewany jest przez Czech闚 najczciej po spo篡ciu sporej iloci alkoholu, uzna貫m to za dzieje sprzed kilkunastu, czy nawet kilkudziesi璚iu lat. A tu prosz, wypisz wymaluj, siedz obok mnie (nieco) wstawieni Czesi i daj popis swoich mo磧iwoci. Nie da si nawet rozmawia, dlatego nie pozostaj鉍 d逝積ym sam w章czam si do ch鏎u: Budu a p癃, co budu 癃 (...).

Oko這 godz. 00.30: stoj鉍 na Placu Sejmowym w Katowicach przed samochodami (Basi si w ko鎍u uda這 dosta do swojego), 瞠gnamy si z Opawiakami po tym obfituj鉍ym w wiele niechcianych zdarze dniu, lecz ku zadowoleniu wszystkich ze szczliw ko鎍闚k, pomijaj鉍 przygod z samochodem. W trakcie po瞠gnania, gdzie pomi璠zy s這wami, wyczyta貫m, 瞠 to na pewno nie jest ostatnie takie spotkanie. Wszystko wi璚 jeszcze przed nami.

Wirtualny Slawista

P.S. I jeszcze dorzuc osobiste i jak瞠 serdeczne podzi瘯owania dla katowickiego Samorz鉅u oraz klubu Hipnoza, dzi瘯i kt鏎ym ten wiecz鏎 przybra taki a nie inny charakter. Na 篡czenie obs逝gi w Hipnozie: obiecuj, 瞠 moja noga ju nigdy wi璚ej tam nie postanie. Achh, te renomowane kluby.



Skomentuj: http://www.kns.webd.pl/viewtopic.php?t=701