Powr鏒 do

-> strona g堯wna

Mozaika... sk豉dana ze skrawk闚 przesz這ci. Cd.

dodany: 15.03.2004 | autor: Jakub Be速owski


Zazwyczaj zasiadam do pisania pnym wieczorem, ale nie dzi. Dzi mi nic nie przeszkadza. Nie przeszkadzaj mi ha豉liwe samochody, pracownicy gospodarki komunalnej czy innego zak豉du us逝gowego, wykrzykuj鉍y niezrozumia貫 s這wa w wiadomym sobie tylko kierunku. Nawet koparka wykonuj鉍a 禦udn, ale jak瞠 ha豉liw prac przenoszenia ziemi z jednego miejsca na drugie nie dzia豉 na moje uszy irytuj鉍o. W豉nie taki widok zasta mnie dzi rano. Zastanawiam si tylko czy jak wejdziemy do Unii Europejskiej, to poziom decybeli wydawany przez nich b璠zie zgodny z norm europejsk, ale to ju zupe軟ie inny temat.

Mimo takiego widoku i ha豉su ogarn像 mnie spok鎩, optymizm wobec wszystkich ludzi, nawet wobec tych, kt鏎zy atakuj moj przestrze wizualn i akustyczn. Takiego spokoju nie mia貫m pewnego s這necznego dnia mojego pobytu w Chorwacji, mianowicie we wsi Bro潻nac. M鎩 sen przerwa mocno gestykuluj鉍y szpakowaty pan o szczeciniastych w這sach i rednim wzrocie. Swoim g這sem zak堯ca cisz, nie tylko moj, daj鉍 do zrozumienia, 瞠 nie ma czasu do stracenia. Mia racj, jeli wed逝g niego - czas to pieni鉅z. Przyjecha kupi kilka metr闚 szeciennych drewna na opa. B璠zie tym drewnem zaspokaja g堯d goci odwiedzaj鉍ych jego karczm. Wszyscy b璠 zadowoleni, jeli uda si sprzeda drewno. I gocie i sprzedaj鉍y, ale chyba krzycz鉍y pan najbardziej. Deal. Op豉ci si kilkutygodniowy trud, litry potu wylane na pobliskich wzg鏎zach, odciski na r瘯ach. 50, 60 DM(wtedy by造 w obiegu pieni篹nym marki niemieckie) za metr nie jest cen adekwatn do pracy w這穎nej. C騜... nie mo積a narzeka, niewiele jest dooko豉 przedsi瑿iorc闚 skupuj鉍ych drewno, kt鏎zy przyje盥瘸j stale i w ten spos鏏 pomagaj w egzystencji. Krzyczy si wsz璠zie, 瞠 pieni鉅ze szczcia nie daj, ale powiedzmy sobie szczerze - szczcia mo瞠 nie daj, ale w spos鏏 wyrany dopomagaj nam w nim...

Pewnego s這necznego dnia postanowi貫m, wr璚z mo積a stwierdzi, 瞠 si wprosi貫m do pomocy w jednodniowej wyprawie po tak cenny surowiec, jakim jest drewno. Udalimy si dosy pokan grup ludzi do gaju oddalonego o kilkaset metr闚 od wsi. W linii prostej szed貫m wraz ze wit ludzi, mu貫m i os貫m. Okaza這 si, 瞠 gaj by oddalony o kilka kilometr闚, co spowodowa這 u mnie nadmiern potliwo. Co chwil nabiera貫m powietrza w p逝ca, by nerwowo i nierytmicznie je wypuszcza. Zaczyna貫m si m璚zy t w璠r闚k - a co dopiero b璠zie pniej - tak sobie myla貫m. Oznak zm璚zenia u nikogo nie by這 wida na twarzy. Pytany czy si zm璚zy貫m stanowczo odpowiada貫m, 瞠 nie, 瞠 to tylko upa sp造waj鉍y z nieba spowodowa pojawienie si kropelek potu na moim czole. Maszerowalimy byli dr騜kami pokrytymi ostrymi kamieniami i db豉mi po鄴趾貫j trawy, a obok nas wy豉nia造 si ska造, kt鏎e przyjmowa造 icie futurystyczne kszta速y. Na ska豉ch mo積a by這 zauwa篡 jaszczury sk雷ane w promieniach s這necznych, a gdzieniegdzie w篹a uciekaj鉍ego od naszych spojrze.

W ko鎍u dotarlimy do wyznaczonego celu. Niespotykany widok ukaza si moim oczom. W rz璠ach prostych, niczym od linijki odrysowane, kreli造 si drzewa d瑿owe. Tylko taki rodzaj drzew r鏀. Pomi璠zy drzewami kry豉 si oaza ch這dnego cienia elizejskiego o zapachy 篡wicy - dok豉dnie to, czego na gwa速 potrzebowa貫m. Podszed貫m do drzewa zsun預szy si plecami po korze i usiad貫m na wilgotnej ros trawie. Czu貫m jak stopniowo rosa przesi隕a w moje spodnie. Z wyprostowanymi nogami i r瘯ami opartymi na karku podziwia貫m przestrze wok馧 mnie. piew ptak闚 kontrastowa z cisz upa逝. Zaczerpn像em oddechu olepiony jasnoci, kt鏎a emanowa豉 spoza tego miejsca. Wkr鏒ce go nie b璠zie. Przypomnia貫m sobie Skowronka Jean`a Anouilha i s這wa, 瞠 las b璠zie zdrowszy, kiedy r鉉a, r鉉a, ci寞 b璠ziemy bezlitonie, a si przerzedzi las. Ile historii jest w ka盥ym z tych drzew? - pomyla貫m sobie i machinalnie si podrapa貫m po g這wie. Spostrzeg貫m, 瞠 zaczyna si kres drzew, a zwierz皻a, nie zwracaj鉍 uwagi na poruszenie, jakie si wszcz窸o, swawolnie skuba造 resztki zielonej trawy. W ruch posz造 pi造 elektryczne strasznie sycz鉍e, siekiery, kt鏎ych blask mo積a by這 zobaczy w s零iedniej wsi i narz璠zia d逝goci 20 cm, kt鏎ych fachowej nazwy zapomnia貫m, za co bardzo przepraszam, a s逝篡造 do cinania ga喚zi. Drzewa oddawa造 pot篹ny huk uderzaj鉍 o gleb. wist powietrza i trzask. S造sza貫m, 瞠 kiedy si cina kwiaty to one p豉cz. Teraz drzewa by p豉ka造 potokiem 貫z. Ju nie b璠zie bryzy, jaka si wytwarza豉 wok馧 tego miejsca. Nie b璠zie ch這dnego cienia, ani zapachu 篡wicy. Zostanie tylko popi馧 (przypomnijmy sobie cel wyprawy). Zwierz皻a zacz窸y przenosi drewno na swoich grzbietach. Kilkadziesi靖 kilogram闚 drewna r闚nomiernie u這穎nych po ka盥ej stronie siod豉. Zwierz皻a nie odczuwa造 zbytnio ci篹aru, przekomarza造 si zgrzytaj鉍 z瑿ami i parskaj鉍. Jakby rywalizowa造 mi璠zy sob, kto udwignie wi瘯szy ci篹ar. Ruszy造. Z ci篹kim sercem stwierdzi貫m, 瞠 droga b璠zie uci嘀liwa dla nich, 瞠 b璠 si zmaga z upa貫m, lecz odpowied by豉 natychmiastowa, zwi瞛豉, harda i bezuczuciowa, a brzmia豉 - one s przyzwyczajone. Powinienem si ugry w j瞛yk przed g這nym komentowaniem. Nie wspominam o tym by ukaza niewra磧iwo ludzi wobec zwierz靖. Nie! Musz przyzna, 瞠 zwierz皻a s dobrze traktowane, nie brakuje im niczego, nawet ka盥e z nich ma swoje imi. To jest jedna wielka rodzina. Tak. Pozwol sobie zboczy troch z tematu przewodniego i przywo豉 wspomnienia. Mianowicie, jedz鉍 niadanie u Pani Starszej(wspomnianej w pierwszej czci) wkroczy豉 do kuchni, szarej i ciemnej od dymu z paleniska, kura, aby poszuka czego do jedzenia lub mo瞠 ze zwyk貫j ciekawoci zobaczy, kogo goci Pani Starsza. Instynktownie wsta貫m i podszed貫m do niej gestykuluj鉍, by j wyprosi. Dosta貫m bur i tak w towarzystwie Pani Starszej i ciekawej wiata kury skonsumowa貫m pyszne niadanie. Wracaj鉍 do tematu powiem jeszcze raz, 瞠 zwierz皻a s traktowane humanitarnie, nawet 瘸den ekolog nie m鏬豚y si do niczego przyczepi.

Cdn.